W Centrum Kultury Powiatu Zgierskiego na przełomie czerwca i lipca tego roku mieliśmy możliwość podziwiać talent i twórczość osoby, która, być może, jest Waszą sąsiadką, przygodną towarzyszką podróży zgierskim autobusem bądź stojącą w kolejce do kasy z wózkiem zakupowym kobietą, podobną do wielu mijanych i spotykanych na ulicy mieszkanek naszego miasta.
Wydarzenia takie jak wernisaże wystaw malarstwa i innych dziedzin sztuki stały się niemalże codziennością w życiu wielu placówek kultury funkcjonujących na terenie powiatu zgierskiego. Pojawiające się w przestrzeni miejskiej plakaty i zaproszenia na różne wydarzenia są same w sobie przejawem artyzmu, cieszącym oko w szarzyźnie ulic, którymi codziennie się przemieszczamy.
W tym kontekście wystawa „To cała ja, to tylko ja” była czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Była niepowtarzalną sposobnością dotknięcia czegoś w nas, czego sobie nie uświadamiamy i co czasem trudno wyrazić słowami. Wiedząc o tym i ja skierowałam swe kroki ku przybytkowi kultury przy ulicy Długiej 42 w Zgierzu, gdzie, patrząc na prezentowane obrazy Lidki Wich-Przybylak, czegoś nowego się dowiedziałam, coś poznałam, coś odkryłam. Z wypowiedzi artystki wynikało, że inspiracją była dla niej tym razem Tamara Łempicka.
Obrazy zgierskiej malarki to rozmaitości, sądząc po tematyce utrwalonej na płótnach. Dzięki wystawie miałam możliwość przyjrzeć się osobowości przedstawionej w wielu odsłonach i na różne sposoby. Widziałam głowy ujęte z profilu i en face, postacie kobiet ubranych stylowo, jak i cokolwiek roznegliżowanych. Miałam sposobność zobaczyć wdzięk, szyk i styl. Te charakterystyczne nakrycia głowy skojarzyły mi się z pewnymi typami kobiet, które wysypują w naszym życiu codziennym, nie tylko w literaturze. Zatem spotkałam na wystawie postać kobiety tajemniczej, kobiety wyniosłej i niedostępnej, elegantki w każdym calu i detalu, także uroczej trzpiotki o ulotnym i uwodzicielskim uroku.
Przechodząc do innych rozmaitości to wspomnieć należy o przyrodzie i żywiołach uwiecznionych przez artystkę. Środki wyrazu przez nią użyte na jednym z płócien porównałabym do rozbłysków fajerwerków czyli feerii barw, kolorów przypadkowych i kontrastowych, rozchodzących się promieniście. Na kolejnym z wielu kolorowych, przyjaznych dla oka obrazów, naszkicowane jest czarną, przerywaną kreską coś, co skojarzyło mi się z niedopaloną gałązką drzewa. Tego nie pokaże nam zdjęcie obrazu wrzucone do sieci.
To wszystko, a może i więcej można było przeżyć, doświadczyć i poznać oglądając wystawę w Galerii 42. Myślę, że każdy, kto skorzystał z tego zaproszenia, mógł potem poczuć się bogatszy i atrakcyjniejszy towarzysko w swoim środowisku. Moją szczególną uwagę na wystawie przyciągnęły trzy niewielkie formatami obrazki. Opisywać swoich wrażeń z nimi związanych już nie będę, gdyż zamierzam je nabyć. Jeżeli to uczynię, już ich nie zobaczycie! A że ruch sprzyja zdrowiu, kondycji i formie, korzystajmy z tego, co mamy dostępne na wyciągnięcie ręki i odwiedzajmy galerie sztuki bo… jutra może nie być. Ta ostatnia konstatacja dedykowana jest zwłaszcza miłośnikom literatury romansowej, jako trawestacja. To odniesienie do tego, co wszystkim jest dobrze znane i co przemija z wiatrem. A nie wiadomo skąd przybywa wiatr i dokąd pędzi, co nam przyniesie i co nam zabierze…
Jadwiga Agnieszka Huzar

Comments are closed