Środa, 12 sierpnia 2026 roku, zapewne dla wielu będzie dniem wielce znaczącym w nurcie życia. Za sprawą zapowiedzianego przez astronomów zaćmienia słońca ci, co wiążą swoje losy z układem planet i radzą się astrologów, niewątpliwie spodziewają się dużych zmian. Czy to w sferze materialnego bytowania, czy też w sferze duchowego niebytu coś się wydarzy, co zależeć będzie od oczekiwań, starań i wykorzystania okoliczności sprzyjających snutym planom. A że fatalizm jest wszechobecny w mentalności i maluczkich i wielkich, potwierdzić mogą chociażby słowa wypowiedziane przez wybitnego poetę, Walta Whitmana: Każdy z nas nieuchronny, każdy bez granic, każdy z własnym prawem na ziemi, ponieważ każdemu z nas dano wieczną jej powagę. Każdy niesie świętość równą świętości innych. (…)
Tak się złożyło, że uczestnicy warsztatów dziennikarskich, zorganizowanych przez Centrum Kultury Powiatu Zgierskiego właśnie tego dnia mieli możliwość znaleźć się w gościnnym wnętrzu domu, galerii i pracowni znanego malarza, Zbigniewa Rybickiego. Spóźniłam się cokolwiek za sprawą darmowej dla osoby 70+ lokalnej komunikacji deficytowej. Pozwoliłam sobie na luksus przejażdżki taksówką i przybyłam na miejsce w samo upalne południe. Było już po mini-koncercie gitarowym Konrada, naszego kolegi, podopiecznego PSONI Koło w Zgierzu, wykonującego muzykę rockową, która również jest inspirująca dla gospodarza.
Kiedy rozejrzałam się po wnętrzu poczułam się, jakbym znalazła się w sanktuarium. Wprawdzie ilość zgromadzonych tam obrazów mogłaby sprawiać wrażenie przytłoczenia, ale nie w tym przypadku. Obecność w przestronnym domu, wypełnionym sztuką, przeniosła mnie w inny świat. Świat, w którym chce się żyć. I pomyśleć, że tylko płot oddziela to miejsce od innej rzeczywistości: agresywnej, ekspansywnej, niszczącej naszą egzystencję.
Moją uwagę zwróciły też autorskie oprawy obrazów – proste ramy, ale mające tę właściwość, że nie przysłaniające ani blaskiem kruszcu, ani bogactwem kształtów tego, co jest wyrazem osobowości i umiejętności twórcy. Artysta zamierza „zredukować” aktualny stan posiadania swoich dzieł, aby zrobić miejsce na nowe, bo cały czas tworzy, także duże formaty. I pomyśleć, że to, co widzieliśmy to tylko część twórczości Zbigniewa Rybickiego, bo wiele jego prac „przeniosło się” do innych wnętrz, należących do osób prywatnych i instytucji. Natomiast na jesień tego roku planowana jest kolejna wystawa malarstwa tego artysty, w jednej z poznańskich galerii sztuki.
Po wizycie w niezwykłym domu, pracowni i galerii zastanawiam się, jak może czuć się osoba, która z konieczności rozstaje się z tym, co jest emanacją jej ducha. Ducha, który znajduje materialny wyraz w obrazie. To nawiązanie do opowieści artysty o jego Mistrzu i mentorze, malarzu Alfonsie Kołakowskim (1926-2020), który stracił prawie cały twórczy dorobek w pożarze i musiał zaczynać przygodę ze sztuką od nowa. Nabywcy prac, także Pana Zbyszka, zabierają do domu cząstkę ich autora i tym sposobem tworzą prywatne galerie sztuki w swoich domach. Tym samym są uczestnikami dziedzictwa kulturowego – jedynej trwałej wartości, która ciągnie ten wóz jakim jest nasz nędzny żywot, pełen cierpień, wyrzeczeń i… rachunków.
Jadwiga Agnieszka Huzar

Comments are closed